piątek, 27 listopada 2015

19. ^Ja też cię lubię^

Oczami Lidii

Mimo, że na zegarze wybiła już północ, ja uczyłam się do strasznie ważnego sprawdzianu z chemii. Siedziałam i co chwila kończyłam i zaczynałam nowe zadanie. Gdyby nie to, że ten sprawdzian muszę napisać na cztery, to właśnie w tej chwili przewracałabym się na drugi bok. Ale jeśli dostanę z
niego dobrą ocenę, to wujostwo pozwoli mi spędzić święta z Sebastianem. Tak, wiem, że dopiero zaczął się listopad, ale muszę już z góry to załatwić, żeby potem mieć to z łba. Kiedy doszła druga, zasnęłam mimowolnie. I to jeszcze na książce z chemii. To by wyjaśniało moje koszmary o kwarcach...
Niestety, mój budzik był bezlitosny i jak co rano zadzwonił punkt siódma.  Jęknęłam i podniosłam twarz. Powoli powlekłam się do łazienki i spojrzałam w lustro. No pięknie... Strona, na której zasnęłam, odbiła się na moim policzku. Nie dość tego, przez niewyspanie, mam takie wory. Ten dzień zaczyna się tak pięknie...
Umyłam się i szybko przebrałam, dbając o to, żeby mój strój odciągał uwagę mojej okropnej buzi. Potem makijaż i gotowe. Nie wyglądam aż tak źle. Minusem jest to, że do końca nie mogłam umyć mojego policzka i cyferki dalej odznaczały się na mojej skórze. Trudno. Wzięłam głęboki wdech i zeszłam na dół, pakując po drodze plecak.
-Dzień dobry, kochanie- podeszła do mnie ciocia. -Uczyłaś się do późna, a później zasnęłaś nad książkami, tak?- zapytała.
-Jak to poznałaś?- zapytałam z lekkim zdziwieniem. Przecież dbałam o to, żeby nie wyglądać aż tak strasznie.
-Masz to wypisane na twarzy- zażartował wujek.
Od razu wiedziałam, że chodziło mu o tą odbitą stronę. On zawsze rano ma największe poczucie humoru, a przynajmniej, tak mi się zdaje.
Już po chwili w progu pojawiła się również Sylwia i witając się tylko z rodzicami usiadła przy stole. Jak to jest, że minęło już dużo czasu, a my dalej jesteśmy wrogami? Sama nie wiem. Myślałam, że jak dam jej czas, to samo przejdzie. Poczekam do świąt, jeśli wtedy nie nawiążemy kontaktu, przejmuję inicjatywę.
                                                 * * *
Weszłam do szkoły i od razu znalazłam wzrokiem moją paczkę. Miałam nadzieję, że przynajmniej oni nie skrytykują mojego dzisiejszego wyglądu.
-O mój Boże.. Chyba serio wzięłaś się za tą chemię- zauważyła Emilka.
-Kochanie, jeśli ci nie pójdzie, to ja do ciebie przyjadę i nikogo nie będę pytać się o zdanie- przytulił mnie Sebastian.
-Ale przecież święta spędzisz z dala od rodzinnego miasta- wspomniałam.
-Zrezygnuję z tego wyjazdu, jesteś ważniejsza.
-To słodkie- pocałowałam go.
-Kocham cię.
-Ja ciebie bardziej.
-Nie, ja najmocniej- zaczęliśmy się kłócić.
-Ja najnajmocniej.
-Ja kocham was wszystkich najmocniej i proszę się zamknąć, skarby- wykrzyknął Leon.
Mimowolnie zaczęłam się śmiać. Biedny Leoś... Nie ma dziewczyny, a cały swój wolny czas musi spędzać wśród całujących się par.
-Przepraszam, nie zauważyłem cię- powiedział Sebastian, poklepując go po plecach.
-Jak zawsze- Leon zrobił minkę smutnego szczeniaczka.
-Wal się, to na mnie nie działa.
-Ty się wal.
-Walniecie się na następnej przerwie, bo jakbyście nie zauważyli lekcja zaczęła się już cztery minuty temu- Emilka wskazała na duży zegar wiszący na równoległej ścianie.


Oczami Kasi

Dzisiaj nocuję u Elizy. Oby jej brat był obecny... Całą noc dzisiaj rozmyślałam, co może się wydarzyć. Muszę zrobić dobre wrażenie. Po prostu muszę!
-Gotowa?- podeszła do mnie Elizka.
-Chyba- wzięłam głęboki wdech.
Przed chwilą skończyły się lekcje, więc pozostało nam teraz tylko szybkim krokiem dojść do jej domu. Niech ten czas prędzej płynie! Gdy byliśmy już blisko, serce zaczęło mi szybko bić, a oddech stał się coraz głębszy. Kiedy wreszcie dotarliśmy na miejsce moje nogi zamieniły się w watę. I zupełnie nie miałam nad nimi kontroli. Gdybym przynajmniej wiedziała co się stanie później, nie denerwowałabym się aż tak.
                                                             * * *
Przyszedł wieczór, więc razem z Elizą przebrałyśmy się w piżamy. Potem szybko obejrzałyśmy jakiś nudny film, a następnie poleciałyśmy wziąć jeszcze prysznic przed snem. Do tego czasu brat
przyjaciółki nie był obecny w domu, więc nie byłam w humorze. Bardzo często wyglądałam przez okno i obserwowałam przechodniów, co chwila dopytując się Elizki, czy to na pewno nie Łukasz.
-Może napisz do niego sms- zachęcałam Elizę.
Ona tylko przewróciła oczami, ale widząc mój wzrok, wzięła urządzenie do ręki, postukała chwile w ekran telefonu, a następnie podała mi go.
-Kiedy przyjedziesz?- przeczytałam głośno, a następnie spojrzałam na nią wdzięcznym wzrokiem.
-A pamiętasz plan?- zapytała.
-Ty masz go zwabić do pokoju, ja mam wyjść z łazienki, mega zdziwiona i... Dalej nie pamiętam. Co mam robić dalej?- zaczęłam panikować.
W tym momencie usłyszałam trzask drzwi i stłumiony krzyk:
-Już wróciłem!
-To mój brat- pisnęła Elizka. -Poczekaj tu, ja już go ściągam- wstała z łóżka i ruszyła do drzwi. -No na co czekasz? Chowaj się w kiblu!
Chwilkę siedziałam z taką miną, że nawet szkoda gadać. Na raz miałam tysiąc myśli. Przecież nie pamiętam planu, nie poprawiłam makijażu, nie wiem o czym z nim gadać... W tej chwili usłyszałam ich kroki. Są już tak blisko! A ja co robię? Siedzę i biję się z myślami. Momencik... Przecież już dawno miałam być w jej łazience! Natychmiast wstałam i wielkimi susami przemierzałam jej pokój. Kiedy byli tuż za drzwiami, zaczepiłam się stolik i runęłam jak długa na podłogę. Cholera! W momencie, kiedy przeżywałam bliskie spotkanie z podłożem, oni byli już w pokoju.
-Nic ci nie jest?- podbiegła do mnie przyjaciółka.
-Nie- syknęłam i spróbowałam się podnieść. -Ała!- krzyknęłam. Moja noga bolała jak nie wiem co.
W okolicach kostki była cała spuchnięta i do tego nie mogłam nią ruszać!
-Trzeba jechać do szpitala, kategorycznie- zarządził Łuki.
-No to zawieź ją! Na co czekasz?- dziewczyna podała mu kluczyki od jego auta.
-Ale ja nie mogę chodzić- stwierdziłam masując sobie bolące miejsce.
Po chwili poczułam, jak chłopak bierze mnie na ręce i niesie w stronę wyjścia. Spojrzałam na jego twarz. Może nie byłam strasznie ciężka, ale mój ciężar nie sprawiał mu nawet najmniejszego problemu. Na jego twarzy nie malowały się żadne uczucia. To dziwne, zawsze umiałam rozczytać emocje, a on był dla mnie zamknięty, jak jakieś tajemnicze pudełko. Wójtowicz na moje nieszczęście spojrzał na mnie w tym samym momencie, kiedy ja mu się przyglądałam. Nasze spojrzenia spotkały się w tym samym momencie. Jejku, jakie on ma śliczne oczy. Zapatrzyłam się w nie. Zapomniałam nawet o bólu. Miłą chwilę przerwał fakt, że już doszliśmy do samochodu. On ułożył mnie delikatnie na przednim siedzeniu i sięgnął po pasy.
-Sama się zapnę- stwierdziłam.
On tylko się uśmiechnął i nie posłuchał mnie. A ja byłam z siebie zadowolona, że w jego towarzystwie udało mi się coś powiedzieć. Zazwyczaj zapominam języka w gębie, ale plotę piąte przez dziesiąte.
Ruszyliśmy. Widać, że szanuje swój samochód. Był w środku, tak samo, jak i na zewnątrz- bardzo zadbany. Jechaliśmy powoli i nie odzywaliśmy się do siebie. Przeszkadzała mi ta cisza.
-To twój samochód?- zapytałam niepewnie.
Pogratulowałam sobie w myślach bardzo kreatywnego pytania, ale przynajmniej zwróciłam jego uwagę na swoją osobę. On spojrzał się krótko na mnie i wrócił wzrokiem na drogę.
-Tak- odpowiedział po długiej przerwie... Za długiej. Szczerze to myślałam, że jest bardziej rozmowny. No niby Eliza wspominała coś, że z natury jest cichy i ułożony, ale kto by jej słuchał?!
-W ogóle to dziękuję- ciągnęłam rozmowę.
-Opowiedz mi coś o sobie- przerwał.
Wzięłam głęboki wdech. Kaśka, tylko nie palnij nic głupiego!
-Jestem Kasia, na nazwisko mam Popławska. Mam 15 lat i 162 cm wzrostu. Przeprowadziłam się niedawno do wujków, z mojego rodzinnego miasta, bez zapytania się mnie o zgodę. Po prostu stwierdzili, że tak będzie lepiej. Lubię gotować, ale tylko czasami. Moją ulubioną piosenkarką jest Ellie Goulding- plotłam bez przerwy -Uwielbiam czarny kolor. Czasami za dużo filozofuje, no, ale to chyba moja pasja. Nie uprawiam żadnego sportu. Jak byłam mała to chodziłam na lekcje tańca, ale już na szczęście tego nie robię. Lubię też ryż i wysokich chłopców...- nagle przerwałam. Miałam nie walnąć żadnej wtopy, a tu dupa.
-A jakich chłopców jeszcze lubisz?- posłał w moją stronę tak zniewalający uśmiech, że zapomniałam języka w buzi.
Przez następne sekundy, tylko się jąkałam. Trzasnęłam swój mózg i postawiłam go do pionu. Wreszcie zaczął myśleć, albo tylko tak mi się wtedy wydawało.
-Lubię szatynów i lubię też ciebie.
Cholera! Co ja gadam?! Poczułam, jak robię się czerwona. Ojej, no.. Po chwili jednak nabrałam odwagi i na niego spojrzałam. Wpatrywał się we mnie swoimi pięknymi oczami. O Boże... Jaki on jest idealny.
-Ja też cię lubię- przyznał, wracając wzrokiem na drogę.
Poczułam tysiąc emocji na raz. Nie wiedziałam czy się odezwać, a może uśmiechnąć... Nie miałam bladego pojęcia! Otworzyłam lekko usta i wpatrywałam się w jakiś punkt przed sobą. Jejku, co się ze mną dzieje?!
                                                     ***
Witojcie! :D
Rozdział spóźniony tak bardzo, wieeeeeeeem xd
Ale nie będę rozpisywać, bo obiecałam dodać rozdział, a nie moją notkę :3
No dobra, a więc...
-Dzięki, że mimo tej długiej nieobecności dalej to czytacie ♥ lovkiiiii.
-Następny postaram się dodać jeszcze w tym roku :)
-Komentujcie, walcie śmiało swoje uwagi i dawajcie linki do swoich blogów, na które bardzo chętnie zajrzę <3
DZIĘKUJĘ jfnvjfbeugbue ♥

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

18. ^Ma ktoś może dwa^

Oczami Lidii

Parę dni później...

Próbowałam nie zasnąć. Nie śpij! Lidia, nie śpij! Co chwila biłam się po twarzy, a to wszystko przez to, że obiecałam wujostwu, że poprawię się z matmy. Co jak co, ale matematyka to moją mocną stroną nie jest. Wolę angielski. Lidia! Miałaś się skupić!
-A teraz do odpowiedzi przyjdzie numer...- usłyszałam zza biurka nauczyciela.
O nie... Proszę, tylko nie ja. Tylko nie ja! W tej chwili nasza klasa stała się najbardziej religijna na świcie. Nagle zadzwonił dzwonek, a wszyscy wybiegli nie patrząc pod nogi. Oby jak najdalej od matematyczki!
Wpadłam na stołówkę, po drodze łapiąc Emilkę. Usiadłyśmy przy wolnym stoliku, a od razu dosiedli się do nas Seba, Leon i Dominik.
-Co tam?- zagadał do nas Sebastian.
Pocałowałam go szybko w usta i wzięłam się za swoje drugie śniadanie. Emilka zamiast zrelaksować się po ciężkiej lekcji, wyjęła książki i zaczęła się uczyć.
-Schowaj to- poleciałam, ale rudowłosa mnie zignorowała. -I tak jesteś już wystarczająco mądra.
-Zdążę- przewróciła oczami.
-Idziemy gdzieś po szkole?- zapytał Sebuś.
-No nie wiem- westchnęłam. -Jest dziś strasznie zimno.
-No fakt- potwierdził chłopak, spoglądając za okno.
Padał deszcz, wił wiatr. Brrr... Oby tylko do domu.
Nie zauważyłam nawet, gdy przysiadli się do nas, inni znajomi.
-Ej, wzięliście referaty z biologii?- spytała Emilka, siedząc w zeszytach.
-O fuck, kompletnie o tym zapomniałam- trzasnęła się dłonią w czoło, Sylwia.
-To już twoje trzecie nieprzygotowanie- odezwała się Paulina. -Nie przepuści ci jeszcze jednego- stwierdziła z niesmakiem.
-Ma ktoś może dwa?
Wiśniewska rozejrzała się wokół i opadła ze zrezygnowania.
-Naprawdę nikt nie ma zapasowego?- załamała się. -A co by było gdyby wasz pies zeżarł wam waszą pracę domową?! Ja już tak miałam, i to nie raz- oburzyła się.
-Ale Sylwia, przecież ty nie masz psa- wtrąciła Paulina.
-Czy to jest teraz ważne? Czemu nikt nie ma drugiego referatu?- podniosła swoje ręce do góry w wymownym geście.
-W zasadzie to ja chyba mam dwa- wybąkał Julian. -Chcesz?
Sylwia zerwała się w jednej chwili na równe nogi i spojrzała na niego z taką wdzięcznością, że gdyby mogła, od razu rzuciłaby się na niego, dziękując mu za to.
-Tak- pisnęła.
Chłopak otworzył swój plecak i wyjął z niego plik kartek.
-Proszę.
-Dziękuję- brunetka podbiegła do niego i znając życie przytuliłaby go, ale coś, a raczej ktoś jej w tym przeszkodził.
Wkurwiona Celina obserwowała wszystko z bliska, zaciskając pięści. Jej wzrok zabiłby każdego, który znalazłby się w zasięgu jej 10 metrów. Jak dobrze, że wtedy zadzwonił dzwonek. Już drugi raz ratuje mi dziś dupę. Jesteś mu coś winna.
                                                           * * *
Przede mną ostatnia lekcja. Jest nią historia. Ten przedmiot znajduje się na drugim miejscu, na liście moich znienawidzonych przedmiotów. No, ale na ostatniej lekcji pisaliśmy sprawdzian, więc nie musiałam się uczyć.
Kiedy stałam przed salą z grupką znajomych, podszedł do nas Waldek. Ja pierdolę... Dziś tak mnie wkurza, że chętnie wykupiłabym mu dwumiesięczny bilet lotu dookoła świata, żeby już nie musieć oglądać jego krzywej mordy. Podszedł do nas z takim uśmiechem, jakby reklamował pastę do zębów.
-Czego się tak szczerzysz?- warknęłam.
-Ej, deska, bo na tobie popłynę- odpowiedział.
-Masz małego z klocków lego- nasza kłótnia trwała.
-Jakoś twojej starej nie przeszkadza.
-Sraj się.
Nie wiem czemu, ale on po prostu od niedawna uwielbia nazywać wszystkie dziewczyny deskami. Gdybym mogła pierdolnąć go choć jedną deską...
-Siemka, co tam?- podeszła do nas Wioletta.
Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu podoba jej się Waldek. Co jak co, ale mimo to, że jest wredny i ma pedalskie imię, to niezła z niego dupa.
-Kup se pronto, jest dla desek.
-Powtórz jeszcze raz, bo nie równo się oplułeś- odburknęła, choć od razu na jej ustach pojawił się niewinny uśmieszek.
Rudowłosa zapięła swoją torbę i chciała już gdzieś iść, ale w dobrą porę zatrzymałam ją, ciągnąc za nadgarstek.
-Dokąd ci tak śpieszno?- zaśmiałam się.
-Jak najdalej od niego, jak najdalej od tego miejsca-szepnęła Emilia i pociągnęła mnie na stołówkę.
Dziękuję jej za to. Uratowała moje zdrowie psychiczne.


Oczami Sylwii

Po skończonej lekcji biologii i mojej piątce za referat, podbiegłam do Juliana i chciałam mu jeszcze raz bardzo podziękować. Przecież było oczywiste, że mnie spyta. Ona mnie nienawidzi.
-Dziękuję ci jeszcze raz za ten referat- stanęłam przed nim.
-Spoko. Napisałem drugi, bo ten pierwszy wydawał mi się niewystarczająco dobry, ale jak się okazało, oba były okej- zaśmiał się.
-Nie wiem, jak ci się odwdzięczę.
-A ja już nawet mam pomysł- oparł się o ścianę.
-No słucham.
-Jesteś okropna z biologii, przyznajmy- stwierdził. No fakt, za dużo tej nauki. Z trudnością idzie mi opanowanie chociaż części materiału. -Ale nieźle ci idzie z polskiego- ciągnął. -Jeśli chcesz to możemy się spotkać, a wtedy ty wytłumaczysz mi tą gramatykę, czy co, a ja biologię. Stoi?
-Eeeeee...- byłam na max'a zdziwiona propozycją. Czy właśnie moje marzenie miało się spełnić? Czyżby moja stara miłość wreszcie zwróciła na mnie uwagę?! -Jasne!
Jeszcze chwilkę pogadaliśmy, a potem każdy rozszedł się w swoją stronę.
-Wiesz co się stało?- szepnęłam Paulinie do ucha na historii.
-No co?
-Julian zaproponował mi korki z bioli- uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Że, że, że co?!-zdziwiła się.
-Ciiii...- uciszyłam ją. Na szczęście historyk nawet nie usłyszał pisku Pauli i dalej zanudzał o wojnach perskich.
-Nie myślałam, że kiedyś to się stanie- ucieszyła się.
-To co, uczcimy to dzisiaj kawą po szkole?- złożyłam jej propozycję nie do odrzucenia.
-Nie mogę. Umówiłam się z Bartkiem- przyznała.
-Nie no, spoko.
Całą lekcję myślałam o głupich tematach, ale na pewno nie o lekcji. Dopiero ostatnie zdanie przed końcem historii wypowiedziane przez nauczyciela postawiło mnie na nogi.
-Będę z tego pytać na następnych zajęciach!
A jednak trzeba było go słuchać...
                                                           * * *
Kiedy weszłam do domu, wpadłam na Kaśkę i po prostu szczena mi opadła. Zawsze pomalowana była ciemnymi kosmetykami, ciuchy takie niegrzeczne, że tak powiem i nigdy, ale to po prostu nigdy się nie uśmiechała. A teraz? A teraz stała przede mną w ślicznej fryzurce, koszuli, z lekkim makijażem, a do tego jeszcze się uśmiechała! Co zrobiliście z moją kuzynką?! No co?! Stara Kasia nigdy by tak się nie ubrała, nie umalowała, a nawet nie uczesała!
-Co ci jest?- zapytałam, uważnie obserwując szatynkę.
-Cześć- przywitała się. -Jak samopoczucie?
-U mnie wszystko okej, ale u ciebie chyba nie za bardzo, hm?
-Czemu tak sądzisz?- wlała sobie trochę soku.
-Bo wyglądasz... inaczej?-dalej nie mogłam oderwać od niej oczu.
-Ach, taka mała zmiana. Podoba ci się?
-Jeszcze się pytasz? Wreszcie jesteś do naszej rodziny podobna- przytuliłam ją.
Od bardzo dawna nie byłyśmy sobie aż tak bliskie. Zrobiłyśmy sobie obiad, bo mamy akurat nie było w domu i zaczęłyśmy przy nim plotkować. Jeszcze nigdy tak dobrze się nie dogadywałyśmy. W pewnej chwili ktoś zapukał do naszych drzwi, a Kasia od razu poleciała otworzyć. Do salonu weszła Eliza, czyli jak dobrze pamiętam, koleżanka Katarzyny. Może ona tak na nią wpływa?
-Cześć- podała mi rękę Elizka. -Wow, jak ty ładnie wyglądasz- zwróciła się do kuzynki.
Aha, czyli jednak to nie ona.
Dziewczyny nawet nie zostały na chwilkę, tylko od razu wzięły swoje kurtki i ruszyły na miasto. A ja wzięłam swój plecak i ruszyłam do swojego pokoju z celem, żeby odrobić lekcje. Chociaż opornie mi to szło, to i tak jakoś dałam radę i przed dwudziestą lekcje były już odrobione. Po drodze odrobiłam też parę innych przedmiotów, których jutro nie mam. Potem mega zmęczona po prostu osunęłam się na łóżko i zasnęłam.


Oczami Elizy 

-Czekaj, jeszcze raz... Zrobiłaś tą swoją metamorfozę, żeby spodobać się mojemu bratu- nie dowierzałam szatynce.
-Sama powiedziałaś, że on lubi tylko takie grzeczne i poukładane dziewczynki.
-Zaskoczyłaś mnie tym- wzięłam łyka herbaty.
-Jak myślisz... Spodoba mu się?- zapytała.
-Z pewnością- uśmiechnęłam się. -Ślicznie wyglądasz i ogólnie, ale jest malutki minusik-  zauważyłam.
-To ta fryzura? Wiedziałam!
-Nie. To nie o fryzurę tu chodzi- oparłam się o łokcie. -Chodzi mi tu o twoje zachowanie. Jak wiesz, Łukasz lubi grzeczne dziewczynki, ale tak nie do końca. Musisz być bardziej szalona. Nie powinnaś bać się wygłupiać i bardzo dużo uśmiechać, siedzieć prosto, ale też od czasu do czasu potaplać się w bałaganie swojego pokoju- wybuchłam śmiechem. -Tego ostatniego nie bierz na poważnie!
-Okej- uśmiechnęła się.
-To skoro już chcesz tak bardzo podrywać mojego braciszka to może przyjdziesz do mnie w weekend na nockę, hm?- zaproponowałam.
-Bardzo dobry pomysł- przybiłyśmy sobie piątkę.
Musi jeszcze podrasować swój nowy image i będzie glansik.
                                                      ***
Cześć! :3
Już skończony rozdział, więc luzik :D
Jak wrażenia? :p
Ponieważ są święta, więc za bardzo rozdziału nie sprawdzałam, więc sorry tak bardzo c:
Ale mam taką jedną prośbę ;)
Kto przeczyta ten rozdział, to bardzo proszę, żebyście weszli w tego oto linka: http://wake-me-up-and.blogspot.com/  i skomentowali, przeczytali, itp:. :>
To blog mojej przyjaciółki i ma bardzo mało komentarzy, więc odechciało jej się pisać, ale jak będzie ich znów sporo to znów najdzie ją wena :* (ty leniu stary ♥)
Więc dziękuję bardzo <3
I miłego dnia ^^

poniedziałek, 16 lutego 2015

17. ^Tylko nie mów, że on ci się podoba^ + nowy bohater w zakładce "bohaterzy"

Oczami Sylwii

-Ej, słyszałaś co wszyscy mówią?- szepnęła do mnie Paulina.
-Co?
-Lidia jest w związku z Sebastianem- ucieszyła się.
Yey!- sarkastycznie uśmiechnęłam się, co zauważyła przyjaciółka.
-Jejku, wiem, że jej nienawidzisz- przewróciła oczami. -Tylko dlaczego?
-Dziewczynki, czy ja wam przeszkadzam?!- wrzasnęła nauczycielka angielskiego.
-Przepraszamy- odpowiedziała za nas Paulina.
-A w ogóle, impreza jest- kontynuowała szatynka.
-Um?
-No dziś w clubie.
-I już lepiej zaczyna się dzień- zaśmiałam się.
-Cisza!- usłyszałyśmy.
Przez chwilę milczałyśmy, a potem kontynuowałyśmy naszą rozmowę.
-A o której ona tak dokładnie?- zapytałam szeptem.
-Nie wiem, coś około osiemnastej- wymamrotała Paula.
-Kurczę, jak wcześnie- zauważyłam.
-Inny kraj, inne zasady.
                                                  ***
-Która godzina?- ciągle się niecierpliwiłam.
-Przed chwilą się o to pytałaś- szatynka przewróciła oczami.
-No dobra- westchnęłam. -A która była wtedy?
-Boże, Sylwia...
W tej chwili do szatynki podbiegł jej chłopak i pocałował ją czule w usta. Odwróciłam wzrok, ale niewiele to mi dało, ponieważ obok mnie stał Sebastian całujący się z Lidią. Ja to mam szczęście... Spojrzałam w drugą stronę, ale tam również zastałam całującą się Celinę z Julianem. Przyłożyłam sobie dłoń do rozgrzanego czoła i spojrzałam w niebo. Czemu ja? Przez ten incydent nie mam już dobrego humoru. Może dziś na imprezie kogoś poznam? Ech, nie będę się przecież okłamywać. Ja już jestem zakochana. Nieszczęśliwie, fakt. Ale on tu jest i... całuje inną. Nawet gdy próbuję się pocieszyć, to mi nie wychodzi.
-Okey?- zapytała mnie Paulina.
-Okey- ścisnęłam jej dłoń.
To przypomniało mi scenę z pewnego filmu. Na samą myśl uśmiechnęłam się. W tamtym filmie też nie było happy end'u. I w filmie ze mną w roli głównej, chyba też go nie będzie.


Oczami Lidii

Stałam przed lustrem i układałam sobie włosy. Już prawie cała wycieczka wie, o zbliżającej się imprezie. Cóż... Mogą podziękować za to Sebastianowi, który nie umie trzymać języka za zębami. Zrobiłam sobie jeszcze makijaż i wyszłam z łazienki. W pokoju zauważyłam Sebę, który szukał czegoś w swoim telefonie. Gdy usłyszał moje kroki, od razu wstał i podszedł do mnie z błyskiem w oczach. Pocałował mnie i położył swoje dłonie na moich biodrach.
-Nie teraz- lekko go odepchnęłam, co wywołało jęk niezadowolenia u chłopaka.
Zaśmiałam się i złapałam go za rękę. W holu zastaliśmy sporą grupkę osób, które zapewne wybierają się w to samo miejsce co my.
-Pamiętasz plan?- zapytał od razu Bartek.
Sebastian kiwnął głową, a gdy zobaczył moje zdezorientowane spojrzenie przytulił mnie od tyłu i pocałował w szyję. Nie wiedziałam o co im chodzi. Ich pomysły są tak zrąbane, że czasami można się ich bać.
Po chwili wszyscy ruszyliśmy schodami na dół.
-Gdy dam ci znak, pobiegniesz do wyjścia i schowasz się- wyszeptał chłopak.
-Co?
-Przecież musimy się stąd jakoś wyrwać- uśmiechnął się.
-No dobra... Ale gdzie mam się schować?- zapytałam.
-Gdzie będzie można- pocałował mnie w policzek. -Już!
Wybiegłam z hotelu i zamarłam na chwilę. Szybko, chowaj się! Rozejrzałam się i nie znalazłam żadnego miejsca do ukrycia, oprócz... żywopłotu. Boże, co ja robię?! Wbiegłam w żywopłot i ukucnęłam, aby nie było mnie widać. Co się nie robi dla szczęścia... Wychyliłam się lekko i zauważyłam przyjaciół, chowających się za samochodem. Wylazłam z tych krzaków i podbiegłam do nich.
-Jestem!
-A jeśli można się zapytać, to... Gdzie byłaś?- spytała Sylwia.
Przecież nie powiem im, ze ukrywałam się w żywopłocie. No hello, kto normalny tak robi?!
-Wtopiłam się w tłum- wybąkałam i wkleiłam na usta wymuszony uśmiech.
-Och, fajnie- odpowiedziała bez żadnych emocji.
                                                         ***
Weszłam do clubu i zaczęłam się przeciskać między ludźmi. Ich ciała non stop stykały się z moimi, co za bardzo mi się nie podobało. Doszliśmy do wolnej loży, a ja poczułam wibracje w torebce. Oho, mam sms. Wyjęłam telefon i przeczytałam wiadomość.
-Kto napisał?- zapytał mój chłopak.
-Oni- wskazałam na zbliżających się Hiszpanów, których poznałam na plaży.
Podeszli do mnie, a każdy z nich dał mi całusa w policzek. No to się dzisiaj wycałuję... Jeszcze chwilę z nimi porozmawiałam, a potem zaprosili mnie na parkiet. Jeden z nich (którego imienia nie mogłam zapamiętać), cały czas łapał mnie za rękę i mamrotał czułe słówka. On nie wie, że mam chłopaka. No właśnie... Lekko się zagalopował, bo w czasie tańca łapał mnie tam, gdzie nie powinien. Sebuś tego nie widział. Na szczęście... Kiedy usłyszałam wolny kawałek, miałam chęć skoczyć ze szczęścia, pod pociąg. Wiem, że i tak się mu nie wyrwę. Chłopak położył mi ręce na pupie, co nie uszło mojej uwadze. Gestem pokazałam, by oszczędził sobie takich intymnych wrażeń, ale najwidoczniej miał na mnie chrapkę.
-Odwal się, kurwa mać!- krzyczałam na niego.
Czekaj, czekaj... On nie zna polskiego.
Chyba za bardzo się zamyśliłam, bo do natrętnego kolegi podszedł Sebastian i powstała mała bójka. Ups... Cóż, przynajmniej widzę jak bardzo kocha mnie Sebuś. Och i ach... Dobra koniec tego dobrego.
-Dobra, stop!- wpadłam w wir bójki.
Złapałam mojego chłopaka i wyprowadziłam z clubu. Przez cała drogę on marudził, a ja go prowadziłam. Tak, wyglądało to trochę inaczej niż dotychczas, bo to zawsze Król przyprowadzał mnie w różne miejsca, a ja w tym samym czasie mamroliłam i przeklinałam go.
-Gniewasz się na mnie?- te pytanie zwróciło moją uwagę.
-Mogłeś po prostu złapać go za kołnierz i lekko odciągnąć, a nie rzucać się na niego z łapami- tłumaczyłam, mocno gestykulując. -Ale dziękuję- pocałowałam go.


Oczami Katarzyny

Dzwoniła do mnie mama. Ciotka powiedziała jej o moich małych wybrykach, więc nie rozumiałam jej zdenerwowania. Cóż... Kazała mi się zmienić. Po co? Podobam mi się taka, jaką jestem i koniec kropka. Nie będę słuchała ich ani trochę.
Dopiero zorientowałam się, że znajduję się na ulicy, na której chyba jeszcze nigdy nie byłam.
-Cześć- usłyszałam ten przeraźliwy pisk Elizy.
-Co ty tu robisz?
-Mieszkam- uśmiechnęła się tak przyjaźnie, że czasami miałam ochotę zedrzeć jej ten uśmieszek z twarzy.
-Weź się odwal, do cholery!- nie panowałam nad słowami. -Tylko się nie rozpłacz- zaśmiałam się.
Zawsze jest wesołą, milutka, delikatna i w ogóle. Więc teraz, jak usłyszałam moje gorzkie słowa nie wytrzyma psychicznie. Na stówkę!
-Słuchaj, po pierwsze, nie tylko ty znasz takie słowa jak: kurwa. Po drugie, ja też cię nienawidzę na max'a. Po trzecie, udaję miłą, bo się opłaca, więc o tej rozmowie, ani mru mru, kumasz?- odgarnęła sobie włosy z twarzy.
Moja mina wyrażała wszystko. Niby taka miła... Aha, gdyby miała prawo zadźgać mnie teraz nożem, to pewnie z chęcią by to zrobiła.
-Okeeeeej- przeciągnęłam. Nie będę ukrywać, że lekko się jej przestraszyłam. -To może chcesz się ze mną przejść i opowiedzieć mi trochę o tej okolicy?
-Z chęcią- znów zamieniła się w słodką i niewinną istotkę, która jest najbardziej irytującą osobą na świecie.
I tak przez następne dziesięć minut gadała swoje monologi o mieszkańcach dzielnicy. Nie zwracałam na nią najmniejszej uwagi, ale zauważyłam wychodzącego z jednego z domów jakiegoś mega przystojnego chłopaka. Stałam jak wryta i przyglądałam się nieznajomemu.
-Kto to?- zapytałam dziewczynę.
-Mój brat- uśmiechnęła się, lecz szybko jej uśmiech zamienił się w wąską kreskę. -Nie, nie... Tylko nie mów, że on ci się podoba!
Chłopak podrapał się po karku i spojrzał w naszą stronę. Chwilę zilustrował mnie wzrokiem i podszedł bliżej. Przełknęłam głośno ślinę, modląc się aby moja twarz nie wyrażała żadnych emocji.
-Eliza, cześć- zwrócił się do koleżanki. -Przedstawisz mi swoją towarzyszkę?
Moje serce się zatrzymało. Wzięłam wielki wdech, gdy spojrzał na mnie swoimi wielkimi i pięknymi oczami.
-To jest Kasia, Kasia poznaj Łukasza- powiedziała i wskazała na mnie swoją dłonią.
Łukasz... Ślicznie. Przecież to chłopak cud. Wygląda tak, że omg...
-Siemaneczko- wyciągnął do mnie rękę.
-Cześć- uśmiechnęłam się blado, bo tylko na to było mnie stać.
-Ja lecę na siłownie, więc pamiętaj, nie wracaj późno- pocałował Elizkę w policzek, a do mnie tylko się uśmiechnął... Tylko...
                                                           ***
-Opowiesz coś o swoim bracie?- zapytałam Elizy.
Cały czas po głowie chodzi mi jego obraz. Czuję, ze dziś nie zasnę...
-Po pierwsze, wyrzuć go z głowy, bo to mój brat. Po drugie, nie jesteś jego typie, on woli grzeczne, miłe i poukładane dziewczynki, takie jak ja, a nie roztrzepane jak ty...- i dalej jej nie słuchałam.
Zabolało. Mocno? Bardzo. Czyli jednak muszę się zmienić...


Parę dni później...

Oczami Celiny

Wkroczyłam z całym impetem w salon i rzucając walizką o ścianę, wbiegłam na górę. Od razu skierowałam się do mojego pokoju i odpadłam na łóżko.
-Brakowało mi ciebie- mruknęłam.
-A ta znowu gada z łóżkiem- w progu pojawiła się mama. -Nieźle ją pokręcił ten wyjazd.
-Ciiii... Nie słuchaj jej-poleciłam materacowi.
-Jak skończysz te wyznania, to zapraszam na kolację- odrzekła rodzicielka, wracając do kuchni.
Czułam się świetnie i nic nie mogło mi przeszkodzić w tej chwili... Ale za bardzo się przeliczyłam, bo usłyszałam stukot, który oznaczał, że za dębowymi drzwiami za chwilę wyłoni się jakiś mój gość.
-Czego, kurwa mać?!- krzyknęłam ze zdenerwowania. Miałam w dupie to, że może mi się dostać za używanie nieodpowiednich słów.
-Cześć. Przyszedłem cię powitać, bo słyszałem, ze dziś przyjeżdżasz- powiedział Szymon.
-Tak, cześć, witaj, jestem, żyję, mam się dobrze, było mega, coś jeszcze?- wyrzuciłam to z siebie z prędkością karabinu maszynowego.
-W zasadzie to... nie- westchnął. -To ja już może pójdę.
-Inteligenty chłopiec- zaśmiałam się, ale jak na złość w pokoju pojawiła się mama.
-Szymon, może zjesz z nami?- uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Ja miałem już wychodzić...- zmieszał się.
-Oj, nie daj się prosić.
No i tak moja własna matka załatwiła mi kolację z debilem. Przystojnym debilem.
                                                * * *
Tada!
No i jest siedemnasty do kolekcji :*
Miał być dodany 22 lutego, ale się rozmyśliłam i dodałam wcześnie, buahahaha! :D
No to jak wrażenia?
Jeśli macie jakieś pytania to pamiętajcie, że możecie je zadawać w zakładce "Pytania i uwagi" :)
Nie wiem co mam jeszcze pisać, hehe ^^
A i rozdział nie sprawdzany, bo narzekam na brak czasu xD
Muszę już spadać, bo czeka na mnie znienawidzony przeze mnie przedmiot - historia ;-;
No to buziaczki kochani <3
Tralala, a następny pojawi się... no właśnie, NIESPODZIANKA :p
Powiem, że jak dla mnie: za bardzo niedługo :3
Papatki c:

piątek, 16 stycznia 2015

16. ^Wiedziałem, że kiedyś musisz o to zapytać^

Następnego dnia...

Oczami Lidii

Chodziliśmy z przewodnikiem i zwiedzaliśmy miasto. Tu jest tak pięknie. Na koniec pójdziemy jeszcze na chwilkę na plażę. I dobrze. Razem z Emi szalałyśmy, robiąc sobie ciągle zdjęcia. 
-Bolą mnie już nogi. Mogłam założyć wygodniejsze buty- usiadłam na najbliższej ławce.
-Ja mam wygodne buty, ale nogi też mi odpadają- powiedziała Emilka
-To co, idziemy na plażę?!- wrzasnął przewodnik. 
Cała nasza grupa wstała i wszyscy wyruszyliśmy w drogę. 
-Która godzina?- zapytałam.
-Piętnasta. Ty się zegarkami przejmujesz, kiedy obok nas idzie takie ciacho?- zaśmiała się Emilia.
-Mówisz o przewodniku?
-No baaaa- przytaknęła.
Nie zaprzeczę. Jest może tylko trochę straszy od nas, opalony, wysoki, wysportowany... Można tak wyliczać w nieskończoność. 
-Niezły facet- stwierdziłam.
-Och, słyszałem, że mówicie o mnie- wtrącił się Sebastian.
-Oj, proszę cię- przewróciłam oczami.
-Ja jestem ciachem i facetem, czyli wszystko się zgadza- puścił mi oczko. 
Jak mam z nim wytrzymać?
                                                  * * *
-Widziałaś gdzieś moją torbę?- spytała Emilia, kiedy byłyśmy na plaży.
-Leży przed tobą, ślepoto.
-Och, no fakt. A ty tu będziesz tylko leżała i się opalała, no wiesz- zaczęła dziewczyna, grzebiąc w torebce.
-Idę się przejść- wstałam.
Zdjęłam buty i szłam po mokrym pasku. Wreszcie, skierowałam się na część plaży, na której nie było nikogo. Przyglądałam się statkom w oddali. Mogłabym tu zostać na zawsze. Nagle, poczułam coś pod nogami. Spojrzałam i przetarłam oczy. WTF?! Pod moimi stopami leżał list w butelce. No pięknie. Jacyś piraci napisali do mnie list i... No właśnie, co dalej? Niepewnie go podniosłam i otworzyłam butelkę. Powoli wyjęłam papierek i rozwinęłam go. 
data - 16.10.2014 r. 
godzina - 17.00
miejsce - plaża, skały
Liczę na Twoją obecność...
Okey... Data dzisiejsza, za jakieś półtora godziny odbędzie się to coś, o czym mowa w tym liście. Iść czy nie iść, oto jest pytanie.
                                             * * *
Za dziesięć minut siedemnasta, a ja wyruszyłam dopiero z hotelu. Licząc tak na oko, będę punktualnie. Nie wiedziałam jak się ubrać i czy w ogóle iść. Przez poprzednie minuty odgrywałam dramat pt:. Idę, nie idę! Zdecydowałam się jednak przejść. Przecież to nie piraci. Ale z każdą chwilą nabieram pewności, że to był zły pomysł. Trudno, wyszłam. Jeśli kiedykolwiek będę tego żałować, to osobiście dam sobie w twarz. Obiecuję. Dotarłam na miejsce. Okey... Teraz szukać czegoś, kogoś... Obojętnie! Zauważyłam ścieżkę z płatków różnokolorowych kwiatów. Gdy podeszłam dalej zobaczyłam koc, a na nim wino i mnóstwo poduszek. To wszystko wyglądało tak magicznie.
-Podoba się?- zapytał Sebastian.
-O jejku Sebastian... Przeszedłeś sam siebie- rzuciłam mu się na szyję.
Byłam mu taka wdzięczna. Która dziewczyna nie chciałby takiej... randki?
-Ale... Po co to zrobiłeś?- usiadłam.
Chłopak podał mi wino i spojrzał na mnie.
-Dalej nie rozumiesz?- zapytał z ironią w głosie. -Przecież mi na tobie cholernie zależy.
-Dlaczego?- wtrąciłam.
-Bo jesteś piękna, mądra, idealna? Bo ja cię cholernie kocham?
Zaczerwieniałam się. To co powiedział.... Wywołało na mnie duże wrażenie.
Nie wiedziałam co zrobić, a widziałam, że Sebastian czeka na mój ruch.
-Ja...- zaczęłam. -Ja...- nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa.
Zebrałam wszystkie siły i... Pocałowałam go. Czułam się świetnie. Byłam pewna, że to początek naszego związku. Głupio się teraz przyznać, ale zawsze o tym marzyłam. Z resztą Sebastian chyba też. Odsunęłam się od chłopaka i spojrzałam mu w oczy.
-Rozumiem, ze jesteśmy parą?- zapytał, biorąc mnie za rękę.
-Tak, znaczy chyba- wypowiedziałam te słowa z taką prędkością, że miałam wrażenie, że Seba ich nie zrozumiał.
To takie dziwne. Jeszcze przed godziną Sebastian był dla mnie idiotą szukającym wrażeń. Nie wiem dlaczego ciągle go odtrącałam. Okłamywałam sama siebie. A przecież od samego początku go kochałam. No właśnie... Chyba jeszcze za wcześnie na takie wyznania.
-Ile miałeś dziewczyn?- spytałam.
Jejku, miałam tego nie mówić. Czasami głośno myślę i to jest błąd.
Blondyn spojrzał na piasek i zaśmiał się.
-Wiedziałem, że kiedyś musisz o to zapytać.
-Przepraszam- wtrąciłam.
No jestem na wysokim miejscu w rankingu najgłupszych blondynek.
                                          * * *
Reszta dnia minęła spokojnie i romantycznie. Seba nosił mnie na barana, piliśmy wino, biliśmy się poduszkami i oczywiście nie obeszło się, bez pocałunków. Kiedy na prawdę mocno się ściemniło, postanowiliśmy już wrócić. W drodze powrotnej non stop gadaliśmy i trzymaliśmy się za ręce. Kiedy byliśmy już blisko hotelu, otrzymałam sms. Wyjęłam telefon i z uśmiechem spojrzałam na Sebę.
-Jutro szykuj się na imprę.
-Będzie się działo- zaśmiał się.


Następnego dnia...

Oczami Celiny

Nie wierzę. Pędziłam, szukając w tłumie Wioletty. Co chwila potykałam się o własne nogi, albo wbiegałam w jakiegoś człowieka. Wreszcie zauważyłam neonową torebkę, którą miała ze sobą Wiola. Złapałam ją za ramię i mocno szarpnęłam.
-Ty wiesz co ja widziałam?! Nie uwierzysz idiotko- nie mogłam złapać oddechu.
Dopiero zdałam dobie sprawę, ze to jakaś nieznajoma kobieta. Dałam się nabrać na neonową torebkę, którą zapewne ma połowa miasta.
Wyraz jej twarzy - niezapomniany. Ale na pocieszenie, ona nie zna języka polskiego. Em, Celina, powiedz coś wreszcie!
-Um... I'm sorry- uśmiech i odwróciłam się na pięcie, zostawiając oniemiałą kobietę.
Zrobiłam dwa kroki, a nagle wyrosła przede mną Wioletta.
-Ym, pieprz się- warknęłam.
-Co?
-Jak cię potrzebuję, to cię nigdy nie ma- przewróciłam oczami.
-Co?- powtórzyła dziewczyna.
-Przejdźmy do rzeczy.
-No własnie na to czekam- niecierpliwiła się blondynka.
-Widziałam jak Sebastian całował się z Lidia, ale tak na poważnie- potrząsnęłam nastolatką.
-Żadne zaskoczenie- licealistka poprawiła swojego koka. -Wtedy, jak graliśmy w butelkę, a ty wyszłaś, to była taka mega akcja z nimi.
-Jejku, jaka?
-A wy dziewczynki, nie na zbiórce?- podeszła do nas nauczycielka.
-Zbiórka?- powtórzyłyśmy razem.
-Tak, musimy obgadać jedną sprawę...
Westchnęłam. Mieliśmy tu odpoczywać, a nie latać po zbiórkach.
                                                    ***
Skończyłam!
No właśnie, a do tego zaczęły mi się ferie, uhaha! :D
Jest moc i kdsfhsdgdjhgkfs ♥
No, a co do rozdziału, to robiłam co mogłam, pisałam jak najciekawiej i takie cuś mi wyszło :p
A i w lutym obchodzić będziemy urodziny bloga, a co wy na jakąś niespodziankę? :D
Jejciu, zaraz się wygadam :x
A więc...
Do następnego! :*